KRONIKA PRZYGÓD
MISJA ZAGADEK
Jerzy Jankowski, klasa I
opieka dydaktyczna dr Joanna Jagodzińska


ROZDZIAŁ, 11 "KIM JEST PORYWACZ?" (ciąg dalszy)

           -To nie tak…- zaczął tłumaczenia ojciec Kasi, ale przerwał mu Marek, który miał wypisaną na twarzy złość, a w oczach uciechę.
           -Wiem, że pan wtedy celował we mnie palcem, a nie pistoletem i rozumiem to, bo robił pan to dla Kaśki i nie wyrządził mi pan tym samym żadnej krzywdy, ale włamywać się do naszego mieszkania i rozbijać szybę!? Wie pan, ile musieliśmy sprzątać i w ogóle, ile kosztuje szyba? Nie lepiej było przyjść od razu do nas i kulturalnie porozmawiać? Mamy w końcu XXI wiek!
           -Ja zapłacę, ale skąd…- zaczął, ale tym razem ja włączyłem się do rozmowy, gdyż już wiedziałem co chce powiedzieć: "-Ale skąd wy o tym wszystkim wiecie???
           -My mamy również jakąś inteligencję, więc wiemy wszystko o tej sprawie! Albo raczej prawie wszystko. Za to wiemy dosyć dużo, aby stwierdzić, iż pan nie umie utrzymać języka za zębami w pracy, szczególnie w pracy! I właśnie przez to pana córka jest w niebezpieczeństwie. Czy pan wie kim są porywacze?
           -Tak, ale cicho!- ostrzegał ojciec porwanej.
           -Tak? My też wiemy: Ivan Rulonow, człowiek z pańskiej pracy, który ma metr trzydzieści wzrostu i jego brat lekarz!!!- teraz już krzyczałem.
           -Zamknij się dzieciaku! Ostrzegał pan Kwiatkowski.- ty nawet nie wiesz, co ci grozi! I dlatego tak krzyczysz! Widziałem, jak Jvan i ten drugi, kupowali sześć aparatów podsłuchowych! I wszystkie gdzieś tu zamontowali!!!
           -Sześć? A... to się zgadza, a poza tym nie tylko tu, ale również w mieszkaniu obok. No i oczywiście wszystkie te urządzenia leżą teraz gdzieś na śmietniku!- oznajmiłem mu.- A z tego co wiem, nie rozwiązał pan nawet pierwszej zagadki.
           -A przecież była taka prosta- dodał mój brat.- Widzę, że teraz będzie pan musiał oddać porywaczom to, co sobie zażyczyli.
           -Wy nic nie rozumiecie- mówił mężczyzna.- Ja już nie mam tego oprogramowania.- mówił przez łzy.
           -Oprogramowania?- zdziwiłem się.
           -Wy dobrze wiecie o czym ja mówię, ale chcecie szczerości? Proszę bardzo: i tak nie mam nic do stracenia- mówił ojciec Kasi, ale nie miał racji: my naprawdę nie wiedzieliśmy o czym on mówił.- Kiedyś, jak byłem młodszy, studiowałem informatykę, a potem już pracowałem w zawodzie w Rosji. Pracował ze mną ten Rulonow, lecz później nie chciałem tej pracy, gdyż byliśmy bardzo blisko stworzenia nowego wirusa komputerowego. Super-wirusa, którego nie da się usunąć, aby go zaś wyłączyć, trzeba znać dwustuznakowe hasło. Wystarczy jeden błąd we wpisywaniu hasła, a oprogramowanie komputera automatycznie się usuwa. Wystarczy puścić tego inteligentnego wirusa przez internet i automatycznie w ciągu miesiąca do wszystkich użytkowników sieci wysyłane byłyby e-maile pod nazwą "ZNAJOMY". Wystarczy otworzyć wiadomość, a wirus automatycznie instaluje swoje oprogramowanie, które po tygodniu rozpoczyna powolne usuwanie oprogramowania komputera. Użytkownik nawet nie wie o instalacji tego wirusa. E-maila nie da się usunąć do czasu całkowitej instalacji wirusa na komputerze.
           -A jeśli ktoś będzie już znał tego wirusa, bo kolega mu o nim opowie, to może przecież bez otwierania wiadomości usunąć ją, i co wtedy?- spytałem.
           -Dzieje się wtedy to samo, co było by podczas otwierania wiadomości. Jeżeli jednak się z nim nic nie zrobi, to automatycznie zaraża wszystkie nowo przybyłe wiadomości, a wtedy otworzenie którejkolwiek z nich powoduje instalację wirusa.

c.d.n.